środa, 21 września 2016

Na początek.

21.09.2016

Czytając ewangelię w/g św. Jana można się natknąć na zdanie, które wypowiedział Jezus: "Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości", Ta wypowiedź, a właściwie obietnica, może budzić fałszywe przekonanie, że życie chrześcijanina to pasmo sukcesów, dobrobytu i spełnionych marzeń. Nic bardziej mylnego. Takie myślenie prowadzi do rozczarowań, zawodu i frustracji. Jako chrześcijanka, nauczycielka, żona i matka trójki dzieci doświadczam obfitości w każdej dziedzinie mojego życia. I to jeszcze jak! Dla mnie to obfitość miłości mojej rodziny, przytulania i uśmiechu, obfitość dumy i satysfakcji z moich uczniów i dzieci, gdy odnoszą sukcesy, obfitość zabawnych sytuacji, wspólnie spędzonego czasu, wzruszeń, radości, pozytywnych emocji, obfitość wyjazdów, wspólnych przedsięwzięć, działań, poczucia wspólnoty. Ale jest też inna obfitość, o której trudniej się mówi i która, zdawałoby się, żadną miarą nie pasuje do życia obiecanego przez Jezusa. To obfitość nieprzespanych nocy, obiadopodobnych posiłków, niedojedzonych śniadań, to obfitość prania, zmywania i wszechobecnego bałaganu. To obfitość konfliktów, różnicy zdań i interesów, obfitość żenujących sytuacji, trudnych wyborów i impasów. To obfitość, nerwów, bezradności i wydatków. Można by wymieniać jeszcze przez trzy strony. Jednym słowem, wszystko co składa się na życie. Dobrych i złych chwil w życiu doświadcza każdy, i chrześcijanin, i agnostyk, i ateista. Z Jezusem jest po prostu łatwiej, bo żyję w przekonaniu, że nic nie dzieje się przypadkiem, a cokolwiek by się nie wydarzyło, jestem bezpieczna. Nie można przecież ciągle jeść miodu, potrzebne są też inne smaki. Nikt oglądając się wstecz, nie chciałby przyznać, że jego życie było monotonne, nudne i jednokolorowe. Doceniajcie sobie obfitość, bo to ona właśnie stanowi o pełni życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz